http://dzieciom.pl/wp-content/uploads/2015/07/FDZzP_logo.jpg

-

smiley Mrzeżyno - Schyłek lata w promieniach słońca owianych morską bryzą (09.09-22.09.2017 r.)
 
Wyruszamy nocą aby poczuć trochę luzu na trasie. Odczucia co do naszego wyjazdu mam mieszane. Łukasz w dość kiepskiej kondycji, a prognoza pogody na najbliższe dwa tygodnie nie zachwyca. Pierwszy odcinek drogi usłany objazdami i wahadłówkami co bardzo nas spowalnia. Nie mam zbyt wielkich nadziei, że Łukasz spokojnie pokona tą trasę i wkrótce dochodzi do sytuacji w której postanawiamy podać środek uspokajający. Choć jest on zalecany przez specjalistę to nie staramy się podawać go zbyt często, bo nawet w minimalnych dawkach powoduje to co stało się teraz, czyli dosłownie podcięcie nóg. Łukasz prawie do końca podróży śpi. Za Zieloną Górą dostaję wiatru w żagle. Autostrada pusta i wiodąca prawie pod nasz cel podróży. Wszyscy oprócz mnie śpią. Licznik kilometrów zasuwa, a odległość na nawigacji topnieje z każdą minutą. Robi się jasno, a tereny przymorskie witają nas deszczem.
Miła Pani przekazuje nam domek w którym będziemy mieszkać przez najbliższe dwa tygodnie. Jest bardzo czysty i dobrze urządzony. Do dyspozycji mamy dwie sypialnie na piętrze oraz salon na parterze z aneksem kuchennym i łazienką. Na zewnątrz dużo miejsca do odpoczynku, zabudowy grillowe i plac zabaw dla dzieci (choć to już nie dla nas). Wszystko to w bardzo niskiej wrześniowej cenie, czyli prawie połowa tego co w sezonie wysokim. Na ośrodku jest jeszcze tylko jedna rodzina, ale tylko przez dwa dni, a więc wkrótce pozostaniemy tu sami.
Pierwszy dzień to rozpakowanie się i poszukiwania knajpy na dowóz oraz dobrze zaopatrzonego sklepu spożywczego. Pogoda niezbyt optymistyczna przez sobotę i niedziele, a więc robimy tylko krótkie wypady na miasto, ale bez Łukasza z którym zawsze ktoś z nas musi zostać. Poniedziałek wita nas słońcem. Zbieramy prowiant i manele i wyjeżdżamy w ustronne miejsce. Na plaży pustki. Parawanów w zasięgu wzroku można naliczyć na jednej dłoni. Z rzadka też przechodzą brzegiem morza spacerowicze. W większości to emeryci i renciści dla których to dobry czas, gdy mogą sobie pozwolić na ten luksus ze swoich skromnych funduszy. Morze dzisiaj prawie gładkie, a woda kryształowo czysta. Nad brzeg dotarły kolonie Chełbi modrej rozpościerając swoje przezroczyste, galaretowate parasole. Niektóre opłacają to swoją zgubą wyrzucone przez morskie fale na piaszczysty skraj morza. Chmurki tylko z rzadka na krótki czas przesłaniają słońce, dlatego korzystając z pogody zostajemy na plaży do późnych godzin.
Dla Łukasza to nowa sytuacja, bo pustki dookoła i brak przechodzących handlarzy z gotowaną kukurydzą. Jest momentami bardzo spięty, a czasami nawet musimy się z nim nieco posiłować, ale po południu zaczyna w końcu swoje zabawy w piasku, choć to raczej przyzwyczajenie rytualne niż chęć do ciekawej zabawy.
Następnego dnia znów mamy wspaniałą pogodę choć w zapowiedziach słychać o nadchodzącym sztormie i huraganowym wietrze. Coraz bardziej kiepskich mamy prognostyków, bo choć wiatr się nasilił i musnęły nas lekkie opady to kolejnego dnia powitało nas znowu słońce. Wiatr jest jednak przez najbliższe dwa dni zbyt silny aby plażować, ale nie przeszkadza to w długich spacerach.
Mieszkamy w zasadzie na odludziu, a więc staramy się też pospacerować nie tylko brzegiem morza. Wyprawa na okoliczne podmokłe łąki jest dość ciekawa. Droga złożona z ażurowych płyt betonowych wije się wśród mokradeł i o dziwo dość często przejeżdżają nią samochody osobowe, a nawet od czasu do czasu autobusy szkolne. Musimy bardzo pilnować niespokojnego Łukasza. Postanawiamy zejść na drogę śródłąkową. Nie nazwę ją polną, bo żadnych pól uprawnych tu nie ma tylko podmokłe łąki i szuwary. Roznoszą się tu zapachy gnijących roślin i kleistych bagien. O dziwo droga jest dosyć twarda, a przyczynę tego odkrywamy już wkrótce. Pod kożuchem trawy wyłania się co jakiś czas beton. Była to pewnie kiedyś jakaś ważna droga. Mimo grząskości terenu widać, że funkcjonuje tu gospodarka łąkowa o czym świadczą równo wydzielone kwatery skoszonej roślinności. Endomondo wskazuje, że można by pokonać te tereny i dojść do drogi głównej, ale to nie najlepszy pomysł przy obecnym stanie Łukasza, a dojście do lasu w pobliże naszej osady odcinają pasy trzciny i pałki wodnej co wskazuje na marne szanse przejścia tej przeszkody. Wkrótce też i droga którą idziemy staje się coraz bardziej błotnista i stwierdzamy, że jednak trzeba zawrócić. Łukasz maszeruje dość dzielnie, ale wiemy że w każdej chwili może się to zmienić i tak też staje się już w pobliżu naszego domku. Musimy położyć go na ziemi i przytrzymać. Przejeżdżająca obok nas Pani na rowerze zawraca i zaciekawiona pyta nas czy tu kogoś nie mordują, bo nie wybaczyłaby sobie jakby przejechała obok obojętnie. Sytuacja jest o tyle zabawna, że wyobraźnia pracuje i myślę co by się stało jakby naprawdę kogoś mordowali, a Pani zwróciłaby się z tym pytaniem do kilerów. Pewnie grzecznie odpowiedzieliby co robią, a Pani miałaby czas aby zadzwonić na Policję i powiadomić o tym fakcie. Po krótkim incydencie i wyjaśnieniu Pani przyczyn naszego zachowania Łukasz uspokaja się i wracamy do domu.
Trzy dni spacerów, a potem znów dzień plażowania w upalnym jak na tą porę roku dniu. Dziewczyny uprawiają jogging. Bieg brzegiem morza w skąpym stroju prawie jak w słonecznym patrolu. Potem kąpiel w morzu które tego dnia jest cieplejsze niż w sezonie letnim. Wiatr zaledwie muska poły parawanu, a chowając się za nim doznajemy uczucia niezłego upału.Popołudniu częściej odwiedzają nas chmurki zasłaniając od czasu do czasu słońce.
Za nami rozciągają się wzdłuż plaży wzniesienia nadmorskich wydm, a za nimi niski las sosnowy zwany tutaj lasem bażynowym objętym ochroną w postaci rezerwatu. Ciekawa jest roślinność składająca się w większości z borówki czarnej, mchów i żurawiny, która obecnie owocuje. Przemierzamy codziennie ten odcinek aby dojść do plaży . Parkujemy w dzielnicy zwanej "Za Regą", gdzie o dziwo wśród gęstego lasu położone jest dość duże blokowisko. Brukowa droga prowadzi do Jednostki Wojskowej, a od czasu do czasu wzdłuż niej napotkać można pojedyńcze domostwa, które z racji bliskiej odległości do morza stają się mini pensjonatami.
Późnymi popołudniami przesiadujemy w naszym domu zamawiając często obiady na dowóz, lub korzystając z naszej zabudowy grillowej. Dania z baru są dosyć smaczne, a szczególnie ryby z dodatkiem sosów grzybowych.
Wieczorem często oglądamy jakąś bajkę lub film z platformy VOD nc+ leżąc w olbrzymim łóżku w którym wygodnie może się wyspać kilka osób :) .
W drugim tygodniu jest nadal słonecznie, ale trochę chłodniej i bardziej wietrznie. Nie przeszkadza to nam jednak w spacerach i spotkaniach z ciekawymi ludźmi. Tak więc jednego razu spotkaliśmy grupę rodzinną szkolącą swoje córki w jeździe konnej nad brzegiem morza. Agnieszka raczej nie była zadowolona z tego spotkania, bo jak to zwykle u niej bywa ujrzała wizję dostającego furii Łukasza i wystraszonych tym faktem koni które nas tratują. Obyło się jednak bez realizacji tych przepowiedni, a mama dziewczynek okazała się bardzo miłą Panią która sporo wiedziała na temat autyzmu i terapii z tym związanej, choć dużo jej teorii można by zamieścić w literaturze sci-fi. 
Innym razem spotkaliśmy Panią Halinkę, która pokonywała brzegiem morza na pieszo ttrasę z Ustki do Świnoujścia ( oczywiście nie w ciągu jednego dnia :)  ) . Poprosiła nas o zrobienie Jej kilku zdjęć. Zachwyciliśmy sie jej pozytywnym nastawieniem do życia oraz niezwykłą siłą i hartem ducha. Zaprosiła nas do swojego pensjonatu w Kościelisku i z żalem musieliśmy się rozstać , bo godzina była późna, a ona musiała dotrzeć na noc do Niechorza.
Dni upływały dość szybko i nasz pobyt zbliżał się ku końcowi. Łukasza nieco wyciszył pobyt nad morzem, ale obawiamy się powrotu do szarej rzeczywistości i nadchodzącej nostalgii jesiennej, a potem długiej zimy.
W dzień naszego wyjazdu znowu rozpadał się deszcz, a więc Mrzeżyno witało i żegnało nas łzami.
                                                                                                                                                      Włodek