http://dzieciom.pl/wp-content/uploads/2015/07/FDZzP_logo.jpg

...

Wycieczka rowerowa :)

Pomysł z wyjazdem rowerem nad morze narodził się w ubiegłym roku ale po pierwsze nie miałam z kim jechać, a po drugie było już za mało czasu na realizację planu. W tym roku myśl  powróciła, ale to tak zupełnie spontanicznie. Córka o rok starsza więc uznałam, że jest gotowa aby towarzyszyć. Gdy wstępnie z mężem mówiliśmy o naszym planie to chyba nie bardzo ktokolwiek wierzył w możliwość realizacji i chyba nawet ja sama byłam odległa od realności tego pomysłu. Wszystko poukładało się spontanicznie, a jedynym przygotowaniem był wyjazd rowerowy w celu sprawdzenia naszych możliwości, który miał miejsce 2.VI i to był nasz najdłuższy dystans, czyli 93,8 km w 11,5 godziny. Dnia 7.VI odebraliśmy nasze  nowo zakupione rowery, a w sobotę 8.VI ruszamy w drogę. Na rowery zbyt dużo spakować się nie da więc córce przygotowuję spis, ponieważ jest gotowa zabrać na bagażnik całą szafę zbędnych rzeczy :)

Wyjazd w dzień sobotni godz. 6:37 i bez sprzeczek z mężem się nie obyło, czyli standardowo o późny czas. W Brzeźnicy szybkie śniadanie w postaci drożdżówek. Na trasie okazało się, że mamy zamienione rowery, czyli ja mam większy przeznaczony dla Andżeliki co wyczuwam podczas jazdy. Dnia pierwszego po przyjeździe w okolice Żary-Mrowiny o godz. 18:00 jeszcze zaliczamy spacer.

9VI  Drugi dzień  i kurs docelowy to Ryczeń. Wyjazd godz. 5:16.  Niedziela nie handlowa więc nie mamy gdzie kupić ani śniadania, ani wody. W Ujeździe Górnym stajemy pod zamkniętym sklepem i chce się zapytać kogoś o jakiś czynny sklep, ale  nie ma ludzi ... wymarłe miasto ? Godz. 10:20 pierwsza karczma na trasie i co za pech bo jej otwarcie godz. 11:00. Nie czekamy. Szkoda czasu. Kolejna Karczma Cysterska w Lubiążu albo ewentualnie stacja paliw i hot dogi. Dzwonię do męża który sprawdza czy karczma jest otwarta i bingo. Godz. może 11:30 jesteśmy na miejscu i jest to nasz pierwszy odpoczynek i posiłek. Na obiad pierogi, a na deser w nagrodę szarlotka z lodami i bitą śmietaną. Następnie poszukiwanie sklepu, gdzie zaopatrujemy się przede wszystkim w wodę, a przy okazji lody. Na przystanku spotykam rowerzystów. Pytam o drogę i kierują mnie na trasę rowerową za mostem, którym przyjechałyśmy ale musimy sporo wrócić. Nie wiem dlaczego w ślepo ufam i zawracam. Faktycznie jakaś droga jest. Zjeżdżam nią pokonując zakręt ok. 100 stopni. Zatrzymuję się zerkając na Andżelikę, a jej niema ? Po chwili wychodzi z za ściany krzaków. Google maps tej drogi nie widzi więc zawracam, kierując się we wskazanym kierunku i cofając coraz bardziej. Dojeżdżam do miejscowości Rogów Legnicki ....sprawdzam ilość kilometrów a one urosły. Mało tego wychodzi na to, ze zawracając zrobimy mniej niż jadąc dalej. Po chwili telefon od męża "gdzie wy żeście pojechały ?" ( Śledził naszą trasę na Endomondo). No cóż Ryczeń oddalił się.  Dojazd stanął pod znakiem zapytania, a dodatkowo nikt tej miejscowości nie zna. Z mojej strony kilka przekleństw i parę łez. W Lubiążu kilometry znowu podskoczyły w górę. Dalsza droga bezproblemowa z przerwą w Orzeszkowie na lody i uzupełnienie płynów zarówno w organizmach jak i w butelkach. Na szczęście plan został zrealizowany, dzięki czemu mamy rekord w długości pokonanej trasy, czyli ok. 127 km. Na miejscu jesteśmy przed godz. 20 -tą, gdzie na podwórku wita nas chmara komarów. Drugi nocleg u cioci bliskiego kolegi. Niestety moje stopy z leczonymi kurzajkami nie wyglądają zbyt dobrze ...mam odczucie, że nie ściągnę buta i mocno narywa ?. Pierwsze co to kąpiel, a potem herbata i rozmowy. A przed spaniem rogaliki 7 Days Croissant ;)

10.VI  Trzeci dzień poranna standardowa zbiórka. Jemy śniadanie i wyjazd zbyt późny, bo godz. 7:40. Nagle przypominam sobie, że zostały nasze ręczniki. Powrót i ...nie mogę znaleźć domu w którym byliśmy 10 min. wcześniej. Talenciara :) Na wjeżdzie do Wschowy sprzedaż pięknie wyglądających truskawek. Kupuję 1 kg i zmykamy szukając cienia. Drzew nie ma więc chowamy się za murem i zajadamy. Widząc tabliczkę  z napisem "szpital" stwierdzam, że warto by było aby moje kurzajki zobaczył lekarz. Wchodzę ...zaliczam kilka punktów i odsyłana od Annasza do Kajfasza wychodzę z niczym, a raczej ze łzami w oczach ale nie z bólu, tylko z podejścia służby zdrowia do człowieka. No cóż trzeba sobie radzić samemu więc w aptece kupuję jakieś specyfiki. Kolejna przerwa na wyjeździe z miasta ale to ze względu na szczytowe godziny upału. Rozkładamy się pod drzewem. Andżelika kupuje coś w ramach obiadu, czyli ciasto :) Kolejna przerwa w KALEK Wijewo na stacji Orlen. Standardowo uzupełniamy płyny w postaci napojów i lodów. Ostatni postój przed Mochami pod sklepem Livio. Na miejscu ok. godz. 19:15. Tym razem nocleg u kolegi męża w Nowej Dąbrowie, gdzie dostajemy do dyspozycji bardzo sympatyczny pokoik na poddaszu. Jemy obiad i wieczorne długie rozmowy. Butów nawet nie zakładam, ponieważ nie jestem wstanie szczególnie jednego. Zresztą stopa  nawet w ciągu dnia jest przymocowana bandażem na zewnątrz buta. Natomiast Andżelika czas poświęca małym kotkom m.in. ucząc chodzenia po schodach. Spać idziemy zdecydowanie za późno, ponieważ ok. godz. 24 -ej. 

11.VI Rano budzę się ale przysypiam więc znowu tyły czasowe. Szybkie śniadanie i rozmowy pożegnalne. Z pracy wraca żona kolegi dzięki czemu czas wyjazdu jest przesunięty o kolejne minuty. W dalszą drogę ruszamy godz. 6:30. Planowane miejsce noclegu to Mierzyn k. Międzychodu. Temperatura od samego rana dość wysoka.  Za Starą Dąbrową trafiamy na złamaną gałąź z czereśniami, które jemy i zbieramy do pojemnika. Na trasie kolejne większe miasto tym razem Wolsztyn i kolejne próby zdobycia jakiejkolwiek pomocy ze strony służby zdrowia ...no chyba ona pełni jakąś funkcję ? Niestety kolejna runda od drzwi do drzwi i wychodzę z niczym. Jestem wkurzona, oburzona bo sytuacja absurdalnie bezsensowna. W efekcie końcowym poszukujemy prywatnie podologa -Ja  w Wolsztynie, a Włodek w Międzychodzie. W Wolsztynie dodzwaniam się do dwóch i dostaję termin na dzień następny, ewentualnie tego samego dnia ale w późniejszych godzinach. Niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Natomiast Włodek umawia mnie na następny dzień w Międzychodzie. Kolejny czas zmarnowany. Wolsztyn-Powodowo droga rowerowa przy ruchliwej drodze 32. Na tym odcinku jemy nazbierane czereśnie chowając się pod drzewem. W Powodowa zjazd na drogę podrzędną. Pogoda tego dnia niezbyt korzystna plus drogi praktycznie w terenie otwartym, którymi mijamy ...Kiełpiny, Starą Tuchorzę, Tuchorzę, Bielęcin i w Zakrzewku zjazd na drogę szutrową w polach .  Andżelika ma kryzys. W efekcie końcowym chowając się przed żarem słońca rozkładamy śpiwory pod drzewem znajdując cień i powiew chłodnego wiatru. W Przyprostyni zjazd na drogę główną w miasto i tam dopiero skwar. Dojazd do Zbąszynia, gdzie wysyłam córkę do sklepu w celu schłodzenia. Także robimy drobne zakupy typu lody ...świderki, kubuś play, solero strawbery, twister, kaktus, nestea i duży ananasowy sorbet, a także ciasto drożdżowe i dużą Mirindę. Widząc osłabienie Andżeliki podejmuję decyzję o poszukaniu noclegu w miejscu w którym jesteśmy i jest to domek campingowy. Andżelika na miejscu kąpiel i godz. 16:00 w łóżku zasypia w ułamku sekundy. Ja piorę swoje rzeczy, myję podłogi. Włodek jeszcze rozmawia z podologiem w Zbąszyniu i mówi, że przyjąłby, ale go nie ma. Natomiast podpowiada aby zrobić okłady z kostek lodu. Ja natomiast  zwykłymi malutkimi nożyczkami wycinam częściowo kurzajki w celu sprawdzenia reakcji na tą czynność. Oczywiście zakładam opatrunki. Ku mu mojemu ogromnemu zaskoczeniu jest lepiej. Godz. 19:30 wychodzę na kolację do Restauracji Podzamcze i schodzę nad jeziorko, gdzie siadam na ławce. Godz. 21:00 powrót do domku.

12.VI Pobudka córki godz. 5:00 i trochę zdezorientowana po tak długim spaniu. Poranne pakowanie i wyjazd znowu zbyt późny, ponieważ godz. 6:04, a na 10:30 jestem umówiona u Pani Podolog w Międzychodzie. Na trasie trochę zjazdów w dół czym nadganiamy, ale to i tak nie pomaga, ponieważ na miejscu jesteśmy godz. 10:50. 

Również wykonuję telefony do podologów i są chętni przyjąć ale np. dnia następnego, albo ewentualnie popołudniu na co nie mogę sobie pozwolić. W efekcie końcowym biorę byle jakie małe nożyczki i po prostu wycinam sama w celu sprawdzenia  i na drugi dzień dzięki temu w miarę normalnie chodzę. Czy naprawdę żaden lekarz nie mógł poświęcić trzech czy pięciu minut aby mi o tym powiedzieć ? W efekcie końcowym udaje się mężowi zapisać w Międzychodzie. Siadam na fotel. Odwijam stopę i najpierw są dwie panie, które umykają. Potem przychodzi kolejna informując, że to się nadaje dla chirurga i na antybiotyk. Na szczęście w Międzychodzie w końcu udaje mi się  jednak porozmawiać z lekarzem, który potwierdza, że się goi i daje kilka wskazówek

 

--------------------------------------------------

Wycieczka rowerowa trwała 7 dni. Wyjazd z miejsca zamieszkania, czyli Opolnica (8.VI), a miejsce docelowe to Chłopy (14.VI godz. 23:00). Przejazd z pełnymi sakwami plus śpiwory przez całą Polskę od południa na północ co według Endomondo dało wynik 624 km. Oczywiście nie obyło się bez różnego rodzaju drobnych przygód. Przede wszystkim błądzenie. Pytając ludzi o drogę bywało, że w tej samej miejscowości najpierw kierowano nas w prawo, a kolejna osoba zawracała. Poza tym ludzie patrząc na nas twierdzili, że tą drogą nie bo las i wilki, inną za daleko a na kolejnej samochody więc wybierano trasy, które nas czasami pakowały w kłopoty dzięki czemu np. dnia 9.VI zrobiłyśmy zamiast 90 km to 127 km. Oprócz tego pokonując zakręt ok. 300 stopni obracam się, a córki nie ma i biedna wyłania się zza ściany krzaków. Natomiast 13.VI opóźnił nas czasowo Drawieński Park Narodowy i jego piaski. W sumie wiadomość o naszym docelowym miejscu przeważnie traktowano żartobliwie i z niedowierzaniem. Z domu wyjechałam z ranami pod stopami, które w bucie szybko zaczęły dokuczać i w tym przypadku spotkało mnie realne zetknięcie z obojętnością służby zdrowia. Widząc szpital wchodzę z prośbą o pomoc. Zaliczam trzy punkty i wychodzę z niczym, a raczej ze łzami na policzkach z wrażenia jak jest traktowany człowiek. Kolejny dzień , kolejny szpital i znowu rundka dookoła i zero pomocy. W efekcie końcowym sama usuwam malutkimi nożyczkami dokuczliwe narośla, dzięki czemu na drugi dzień chodzę. Nie przyjęto mnie w szpitalu we Wschowie i w  Wolsztynie Natomiast udało się w Międzychodzie. Noclegi na trasie w różnych miejscach, czasami u znajomych męża, a czasami w gospodarstwach agroturystycznych, gościńcach lub domkach campingowych. Pierwsze trzy noclegi ustalone przed wyjazdem, a kolejne dostosowywane do naszych możliwości. Na trasie przede wszystkim uzupełnianie płynów i początkowo była to woda, ale potem w celu wzmocnienia energii Mirinda i Pepsi, a także lody, ciasta, truskawki czy nazbierane przy drodze czereśnie. Nasze nowe rowery niby nie dostosowane do takiej wyprawy bo górskie, ale spisały się rewelacyjnie, ponieważ przetrwały ...piaski, kamienie, gorący asfalt wręcz klejący się do kół, przypadkowe zjazdy i podjazdy na chodnik, a nawet przejazdy po szkle, które pozostało po nieodpowiedzialnych turystach na drodze rowerowej. Byłyśmy dzielne pokonując ogromne ilości kilometrów i to dzień po dniu, a poza tym żar słońca i przysmalone fragmenty ciała, deszcze, zatrzymujący wiatr, bezludne lasy i czyhające w nich wilki, ruchliwe drogi, a nawet przejazd nocny lasem ...Dla ludzi odległość 100 km na rower wydaje się czasami nie do pokonania. Na trasie unikałyśmy szczytowych godzin upału chowając się w cieniu drzew. Nad morzem odpoczynek 15-22.VI ale pomimo zarzekań rowery nadal były w ruchu, a także sporo wycieczek pieszych. Pogoda rewelacyjna. Powrót do domu 23.VI. Dojazd 19 km rowerami do Koszalina i wsiadamy do pociągu, gdzie również drobne przygody typu zajęte nasze miejsca i pretensje Pani, która je zajmuje. We Wrocławiu mamy 10 minut na przesiadkę więc ekspresowe wykładanie rowerów i przejście na inny peron. W Bardzie okazuje się, że łańcuch ociera o jakieś zabezpieczenie. Wkurzona na stacji puszczam kilka przekleństw. Na szczęście na trasie do Opolnicy spotykam dwóch rowerzystów, którzy sprytnie naprawiają przeszkadzający element , przekręcają i zakręcają i po kłopocie. 

Wyprawa udowodniła mi kolejny raz, że każdy człowiek ma zupełnie inny odbiór zdarzeń uzależniony od swojego indywidualnego życia, czy tez doświadczeń. Możemy uwzględniać zdanie innych ludzi, ale decyzje końcowe są nasze, ponieważ to my znamy swoje możliwości